Mobilny konfesjonał – rozmowa z ks. Rafałem Jarosiewiczem

Mobilny konfesjonał (zdjęcie ze strony projektu)

 

Mobilny konfesjonał to ostatnio przebój duszpasterstwa i gorący temat w katolickich i niekatolickich mediach. Przyznam, że opierałem się przed umieszczeniem tego newsa w serwisie poświęconym ewangelizacji kerygmatycznej. Znając jednak autora pomysłu i słysząc od świadków, jak to wszystko działa, postanowiłem zaczerpnąć informacji u źródła i podzielić się nimi na łamach „KeKaKo”.

Zapraszam do lektury!

Mobilny konfesjonał (zdjęcie ze strony projektu)

 

Rafał, czy konfesjonał może być dzisiaj ewangelizacją?

Od tych kilku dni, kiedy konfesjonał zaczął funkcjonować, zawsze jest to połączone z ewangelizacją: jest głoszona Dobra Nowina, są rozmowy o Panu Bogu, przepowiada się kerygmat. Kolejnym etapem jest ewentualna decyzja na spowiedź. Konfesjonał jest dla ludzi czytelnym miejscem. A do tego media pokazują katolików, którzy wychodzą na ulice i podejmują ewangelizację. 

Media zrobiły wam niesamowitą reklamę. Wszędzie się mówiło i pisało o mobilnym konfesjonale. I to jest dobrze dla ewangelizacji?

Skoro papież Franciszek zwołał konferencję prasową i nie bał się mediów, to jest to dla nas jakimś wzorem. To nam pokazuje, że media mogą służyć nagłaśnianiu dobrych rzeczy. Jeżeli moi przełożeni mówią, że mam coś nagłośnić, to ja nie mam obawy, że to jest coś złego. 

 

Mobilny konfesjonał (zdjęcie ze strony projektu)

 

A jakie owoce przyniosły pierwsze dni posługi mobilnego konfesjonału?

Ewangelizację prowadziliśmy przez kilka dni po kilka godzin dziennie. Ludzie rozdawali ulotki, dokonywały się spowiedzi. Jedna sytuacja zapadła mi szczególnie w pamięć. Mogę o tym powiedzieć, ponieważ usłyszałem o tym od dziennikarki, która osobę wychodzącą z konfesjonału zapytała prowokacyjnie: „co pani to dało?”. Kobieta odpowiedziała, że ona od bardzo dawna  nie była w kościele i prosiła Boga, żeby jej pomógł przekroczyć jego próg. Kiedy oglądała w telewizji jakiś program informacyjny i usłyszała o mobilnym konfesjonale, uznała, że Pan Bóg wychodzi jej naprzeciw. Powiedziała sobie: „jeśli spotkam gdzieś ten mobilny konfesjonał, to wrócę do Kościoła”. Dziennikarka zapytała jeszcze: „po jakim czasie pani wróciła do Kościoła?”. – „Od pięćdziesięciu lat nie byłam u spowiedzi” – odpowiedziała tamta kobieta. 
Pan Bóg robi niesamowite rzeczy, kiedy ludzie mają przestrzeń, żeby przyjść, usiąść i porozmawiać, a czasem w konsekwencji się wyspowiadać. 

A zdarzyło Ci się spotkanie z kimś zupełnie „z innej bajki”, kto spowiedzią w ogóle nie był zainteresowany, ale chciał pogadać?

Tak. Np. z pewną panią, protestantką, modliłem się przy konfesjonale i oddawaliśmy chwałę Jezusowi. Ona mówi: „proszę pana, ja jestem innego wyznania”. Powiedziałem jej, że ja tu głoszę miłość Boga. Ona na to, że odkrywa ją w codzienności. „Czyli Jezus jest pani Panem” – pytam. – „Tak, proszę księdza.” – ona na to. „Czyli możemy uwielbić razem Boga w tym miejscu?” – „Bardzo chętnie!”. Na koniec ona zostawiła mi swoje błogosławieństwo i ja też jej pobłogosławiłem. Potem poprosiła o ulotkę z mobilnym konfesjonałem. Ciekawe, nie?

Niesamowite! A byli może jacyś niewierzący, którzy chcieli podzielić się z Tobą swoim poglądem, opinią albo nastawieniem?

Kilka osób przyjęło wiarę. Był ktoś, kto zaczynał od zarzutów o to, że Kościół nic nie zmienia w swoich prawach. Świat idzie do przodu, a tu ciągle obowiązują przykazania… Kościół powinien być bardziej postępowy… Wysłuchałem tego wszystkiego i zapytałem o relację z Panem Jezusem. Bo ja nie przyszedłem tam nauczać i katechizować, tylko głosić Jezusa. To często budziło zaskoczenie: o jaką relację chodzi? Mówiłem o tym, że Bóg chce z nami rozmawiać. Bóg chce z nami przebywać, chce inspirować nas do dobra i powoływać do konkretnych zadań. A jeśli ktoś nie wierzy, to może się pomodlić modlitwą niewierzącego: „Panie Jezu, jeżeli Ty jesteś, to objaw mi się; przyprowadź mnie do Siebie”. 
Miałem taką sytuację, że przed centrum handlowym modliliśmy się we dwójkę i ktoś przeżył spoczynek w Duchu Świętym i wstał już jako inna osoba. Albo na giełdzie w Koszalinie przyszedł do mnie facet, który deklarował, że jest niewierzący, ale powiedział, że zaryzykuje. Po modlitwie miałem słowo poznania, w którym Bóg mówił do tego człowieka: „ja do ciebie przyszedłem”. A człowiek mówi „ja wiem”. Odszedł całkowicie przemieniony. 
Mam nadzieję, że te osoby, które przyjęły wiarę, będą wzrastać we wspólnotach, do których je zaprosiłem. 
W jednym przypadku ktoś mnie potraktował bardzo niekulturalnie. Jeden ze sprzedających na giełdzie bardzo się tym zdenerwował i stanął „w mojej obronie”. Ale nawet ten napastliwy gość usłyszał, że Bóg go kocha.

I to wszystko po dwóch, trzech dniach tej ewangelizacji z konfesjonałem? 

Tak, to jest po trzech dniach. 

 

Mobilny konfesjonał (zdjęcie ze strony projektu)

 

Masz zamiar sam jeździć, czy przewidujesz także udział innych księży?

Na stronie mobilnykonfesjonal.pl zaznaczyliśmy, że księża mogą go wypożyczać i korzystać z niego. Ja mam mnóstwo różnych innych zajęć oprócz mobilnego konfesjonału. Dzięki rozgłosowi jaki media nadały temu projektowi, ludzie o nim rozmawiają, patrzą na niego przychylnie, rozpoznają samochód, chcą z nim sobie chociaż zdjęcie zrobić. 
Byli i tacy, którzy się gorszyli, że „ksiądz tak z marszu udziela rozgrzeszenia”. A czemu mam nie udzielić, skoro ktoś przychodzi i spełnia pięć warunków spowiedzi? 
Kiedyś ks. Jan Bagiński zrobił sobie taką wywieszkę: „auto z księdzem” i w tym samochodzie spowiadał. I ja robiłem to samo. Spowiadałem w zwykłej, starej Maździe. Nigdy wcześniej jednak nie przerobiłem samochodu na konfesjonał. Kratki, które wstawiliśmy do naszego busa, nie przeszkadzają w normalnej rozmowie. Osoba, która przychodzi, może normalnie usiąść, tak, że nie ma żadnego dystansu. Jest jednak i druga opcja, bo czasami ktoś jest tak udręczony grzechem, że mówi wprost: „proszę księdza, czy ja mogę nie patrzeć? Ja się wstydzę.”. I ktoś taki się chowa za kratkami. 

Na pierwszą trasę mobilnego konfesjonału wyruszyłeś z ekipą ewangelizatorów. To jest standard? To ma działać w ten sposób?

Sytuacja jest następująca: przygotowaliśmy ulotki z informacją, że na jakimś miejscu znajduje się mobilny konfesjonał. Zawierają one również krótkie wprowadzenie do życia duchowego z kerygmatyczną modlitwą oddania życia Jezusowi i krótkim przygotowaniem do spowiedzi świętej. Jest na nich też opinię księdza biskupa i parę innych rzeczy. Mamy taki system, że wszystkich przychodzących na spotkania wprowadzamy do bazy numerów telefonicznych. Wysyłamy esemesa z informacją o czasie i miejscu ewangelizacji. Ci, którzy odpowiedzą na zaproszenie, biorą ulotki rozdają je w pobliżu miejsca, gdzie zaparkowany jest mobilny konfesjonał i oczywiście rozmawiają z ludźmi. 

 

Mobilny konfesjonał (zdjęcie ze strony projektu)

 

Czytałem, że zwróciły się już do Ciebie różne diecezje z prośbą o wypożyczenie konfesjonału. Jak Ty to sobie wyobrażasz? On będzie jeździł po całej Polsce?

Jeżeli tylko będzie taka chęć i nie pozostanie to tylko na słowach, to tak. Były też rozmowy o możliwości powielenia pomysłu. Jeśli w jakimś księdzu ten pomysł wyzwolił podobne pragnienie, to ja z serca błogosławię i cieszę się, że Duch Święty działa w różnych miejscach Kościoła w taki sam sposób. 
Gratuluję Ci pomysłu. Powiedzmy umownie, że wkroczyłeś z sacrum w sferę profanum, o ile taki podział w świecie istnieje, i jest to duży przełom i coś bardzo znaczącego dla ludzi. 
Dziękuję Ci za rozmowę.

 

Mobilny konfesjonał (zdjęcie ze strony projektu)